Tata co wychowuje

Wakacje z duchami…

Wakacje z dziećmi, czyli Kogut Domowy zastanawia się, czy w ogóle jest szansa na odpoczynek?

Wakacje z dzieciakami to jak wakacje z duchami lub te wszystkie słabe amerykańskie komedie z tą tylko różnicą, że to dzieje się naprawdę.

Tata, którym jestem ma za sobą mam już wakacje z jednym dzieciakiem i z dwoma. Podzielę się więc moimi spostrzeżeniami na temat tego jak przetrwać ten trudny wakacyjny czas.

Wakacje w Polsce

Tak naprawdę do tej pory w naszym kraju spędzaliśmy na wypoczynku tylko weekendy. Raz ze Stasiem trafił się dłuższy wyjazd do Uniejowa, do pięknego zamku.

Problem był tylko taki, że dla dziecka, które wtedy miało około 2 lat, było tam zbyt mroczno. Co prawda nie było większych problemów, ale czasami marudził, że “tu jest za ciemno”.

Tato i mamo! Tutaj więc pierwsza moja uwaga – przemyślcie, gdzie będziecie nocować, nie pod kątem siebie i swojej wygody, a pod kątem potrzeb dziecka (nie chodzi tu tylko o łóżko, czajnik itp…, ale głównie o klimat)

Na szczęście termy w Uniejowie były dla niego taką atrakcją, że był w stanie przeżyć nawet noc w Apartamencie Kazimierza Wielkiego 😉

Przed nami większa rodzinna wycieczka nad Bałtyk. Kusi nas perspektywa zjedzenia rybki za 200 zł i ta odrobina hazardu – trafisz na sinice czy nie.

Marchewka w takim otoczeniu przyrody…Miód… Fot. Archiwum prywatne

Polska

Kogut domowy Oszukał. Ups… Byliśmy w Polsce na mini wakacjach. Pamięć odświeżyłem sobie szukając zdjęć z wakacji. Byliśmy w Mikołajkach i Karpaczu.

Tata z żoną i dziećmi byli też na objazdówce Polsko – Niemieckiej.

Niestety tych wyjazdów nie wspominamy zbyt dobrze, więc zacząłem się zastanawiać, czy to dobry pomysł jechać w Polskę.

Zastanawiasz się dlaczego?

  • Legoland Niemcy – Kuba tak przydzwonił w jedną z atrakcji głową, że do dzisiaj ma ślad po tym bliskim spotkaniu z żółtą rurą do psikania wodą.
  • Karpacz – grypa żołądkowa Kuba i Stasiek, zaczęło się chyba 3 dnia wyjazdu i przeorało ich tak, jakby Bóg był sprawiedliwy i “podziękował” im za wszystkie złośliwości wobec rodziców.
  • Karpacz to miejscowość wspaniała, jest gdzie pospacerować, no i mają wspaniałe Muzeum Klocków (naprawdę ciekawsze niż wystawy w Legolandzie, a właściciele to wspaniali ludzie), to jednak niesmak po sraczce pozostał.
  • Mikołajki – grypa żołądkowa Kuba, wyjechaliśmy z wakacji dzień wcześniej z obawy, żeby nie dopadło jednego z dwóch kierowców (ja/żona).
  • Mikołajki to magiczne miejsce, ale nie wtedy, gdy dziecko “sra dalej niż widzi”.

Rodos

No więc zacznę tak na poważnie od naszego ostatniego zagranicznego wyjazdu.

Rodos, piękna Grecka wyspa, skład wyjazdu – ja, żona, 3 latek i infant, czyli małolat co nie ma nawet roku.

Płaciliśmy za 2,5 osoby i za przelot infanta (jak to w ogóle brzmi).

Do zabrania mieliśmy 3 walizki po 20 kg i wózek, no i 3 podręczne bagaże po 5 kg, na szerpa nas nie stać, więc tragarzem byłem ja.

Dało radę się spakować całkiem fajnie (chociaż trwało to chyba ze dwa dni i trzy noce).

Stasiek je wtedy już jak człowiek, w nocy jeszcze posikiwał czasem w pieluchę, więc trochę mu ich załadowaliśmy.

Nauczeni doświadczeniem – Kubie naładowaliśmy pieluch ile się dało i gdzie się dało.

Polak lubi ekonomię i lepiej zapłacić za pieluchy u nas niż później płacić 10 euro za 9 pieluch na miejscu.

Pampersy w Grecji. 10 euro za 9 pieluch, wtedy kupowaliśmy w Tesco chyba 96 sztuk za 80 zł. Fot. Archiwum prywatne

Do tego obiadki bo nigdy nie wiadomo czy będą takie jak Kuba lubi i czy będą kosztować jak słoiczek w Polsce czy jak obiad w restauracji w Grecji.

Generalnie udało się spakować w 3 walizki biorąc dużo słoiczków, pieluch, kaszek i ubrań dla małolatów, no i oczywiście ubrania dla nas.

Do tego 2 butelki wody niegazowanej po 1,5 litra także się zmieściło.

Stasiek dużo pił, a za granicą to mamy zaufanie tylko do znanych marek (do których w Polsce zaufania nie mamy, taka ironia losu).

Miejscowa woda to nie bardzo wiadomo skąd wydobywana, a ta znanej marki to kosztuje oczywiście koło 2 – 3 euro.

Wiem, może zachowujemy się czasem jak rodzina Januszy, ale rodzic zrozumie.

Kiedy spędzasz wakacje z jednym, dwójką, a co dopiero np. piątką dzieci to doceniasz każdego eurosa i oglądasz go dwa razy zanim położysz na ladzie.

Lotnisko

Zaczynamy od początku.

Wiadomo, że ważna jest godzina wylotu, ale na to nie mamy wpływu.

Tym razem lecieliśmy o 12:35 więc pora nie najlepsza dla chłopaków, ale dali radę, nie marudzili za mocno i odprawę przeszli wyjątkowo dobrze.

Zdecydowanie lepiej latać z samego rana lub nocą. Kiedy jest okazja, że ich organizm jeszcze chce pospać.

Pamiętajcie, że jako rodzice z dzieciakami macie pierwszeństwo na lotnisku.

Więc nie martwcie się, że będą buczeć tylko idźcie pierwsi.

To ważne, bo później macie więcej czasu na „tato ja chcę siku”, „tato ja się nudzę…”

Ahoj przygodo. Rodos czeka. Fot. Archiwum prywatne

Pamiętajcie także że w bagażu podręcznym możecie mieć picie dla dzieciaków. U nas przeszły nawet dwie duże butelki z wodą niegazowaną, Coca Cola nie przejdzie.

Postarajcie się także o dobre miejsca w samolocie. Czasami dają na początku samolotu, macie wtedy dużo miejsca na rozłożenie swojego obozowiska.

Ważne jest też, żeby było blisko do łazienki z przewijakiem. Ta niestety chyba zazwyczaj bywa na końcu samolotu.

Dobrze jest zaopatrzyć się w bajki na telefonie/tablecie/laptopie dla większego dzieciaka.

Do tego jakieś cukierasy jak samolot startuje i ląduje o ile je wcina (odwrócą uwagę, dadzą trochę przyjemności i pomogą uszom przetrwać), Młodszemu można dać cyca lub smoczka.

Stasiek nie jadał słodyczy, ani nie żuł gum, więc popijał sobie wodę z butelki ze słomką. Kuba sobie ssał cyca jak panicz.

3 godziny lotu dzieciaki znoszą dosyć spokojnie.

Ważne jest żebyście zostawili sobie wózek aż do samego wejścia na pokład samolotu. Przydaje się przez te 2 godziny czekania, a przy wejściu można go oddać obsłudze przy schodach do samolotu.

Hotel

Na miejscu zazwyczaj z dzieciakami nie ma problemu bo jarają się plażą, wodą, restauracją, hotelem. Wszystkim. Bo jest nowe, kolorowe i fajniejsze niż w domu.

Tygrys przed hotelem. Fot. Archiwum prywatne

Problem może się zacząć, kiedy minie pierwsza euforia i dziecko upomni się o bajki w TV. No bo jak jest telewizor to muszą być i jego ulubione bajki.

Niestety tutaj zazwyczaj bajki w języku kraju, gdzie przybyliście lub jakaś wieczorynka w TV Polonia (jak odbiera), zostaje więc telefon.

Szukajcie hotelu który jest nastawiony na rodziny z dziećmi. Unikniecie dziwnych spojrzeń na stołówce jak dziecku się uleje itp… itd…

My trafiliśmy idealnie. W pokoju czajnik, na stołówce mikrofala, podgrzewacz i dania dla małolata.

Do tego miła obsługa kelnerska która nie wściekała się, że dziecko zrobiło chlew.

Do tego Niemieccy emeryci, którzy byli zachwyceni Kubą, który uczy się słówek i wiecznie mówi – „Ja”

Staśka nauczyłem – „AIN CWAJ DRAJ POLICAJ” żeby też sobie plusował u Niemców 😉

Jeżeli macie plażę, wodę i animacje dla dzieci to macie super wypoczynek, przynajmniej dla najmłodszych, ale dzięki temu i wy macie chociaż namiastkę spokoju.

Ceny na Rodos

3 lata temu :

  • Kaszki do zrobienia z wodą kosztowały około 10 euro, u nas około 8 złotych.
  • Obiadki w słoiczkach – około 4 euro, u nas 3-4 ale złote.
  • Pampersy od 10 euro (za 9 sztuk). U nas około 80 zł za 96 sztuk.
  • Zabawki, akcesoria do pływania od 5 euro wzwyż

Wycieczki fakultatywne

Jadąc z dwójką tak jak my dopytajcie rezydenta o to czy będzie dużo chodzenia i w jakich okolicach.

My dopytaliśmy i wybraliśmy tylko jedną – do centrum Rodos.

Mało chodzenia i w dosyć spokojnym terenie, więc nie było problemu z noszeniem na rękach dwóch tygrysów bo „tato nie mam siły” a do tego jeszcze wózka.

Tak spacerowaliśmy w Karpaczu. Na zdjęciu nie widać, że pod górę jest jakieś 30-40 stopni. Fot. Archiwum prywatne.

Rodos to wyspa pełna skał, pagórków, zabytków, więc dużo wycieczek wiąże się z wchodzeniem pod górę po stromych schodach itp… Odpuście sobie, dla waszego dobra.

Plusy i minusy wyjazdu z dziećmi

Wyjazd z dzieciakami ma jeden duży plus. Kiedy wracacie to macie o 1/3 więcej miejsca w walizkach na prezenty, lub po prostu mniej kg do dźwigania.

Wyjazd z dwójką jest do ogarnięcia i powiem szczerze, że gorzej lecieć z jednym dzieciakiem małoletnim tzw. infantem. Dlaczego…?

Pierwszy wyjazd zagraniczny Stasia (lat 1) był na Teneryfę. Musieliśmy zabrać ze sobą 2 babcie, bo byśmy się nie spakowali, babcie dały nam dodatkowe miejsce.

Spakować się z 1 dzieckiem, które nie ma swojej walizki graniczny z cudem, albo wręcz jest niemożliwe. Pieluchy, obiadki i miliony ciuchów, wtedy najbardziej cierpi Tata i bierze tylko tyle, ile potrzebuje by przetrwać.

Checklista od Koguta Domowego

  • Czym dalej jedziesz, w sensie do odległego kulturowo kraju tym przygotuj więcej obiadków dla dzieciaka, może być problem z kupieniem ich lub nie spotkasz w smaków, które lubi Twoje dziecko.
  • Weź ze sobą wózek, najlepiej parasolkę i trzymaj ją ze sobą do samego wejścia na pokład samolotu. Możesz tam przemycić kilka…a nawet kilkanaście pieluch i jeszcze kocyk.
  • Naszykuj dzieciakom cukierki do „ciumkania” lub wodę w butelce ze słomką, żeby sobie popijały podczas startu i lądowania.
  • Karmisz piersią, świetnie, karm małolata podczas startu i lądowania.
  • Dla starszego naszykuj bajki na laptopie/tablecie/telefonie. Ściągnij je wcześniej i sprawdź czy działają, w samolocie nie ma Wifi.
  • Dla młodszego naszykuj nowe zabawki, których jeszcze nie widział, żeby się czymś zajął.
  • Przygotuj dla dzieciaków chrupki, biszkopty, herbatniki, przydadzą się podczas lotu.
  • Bądź przy nich cały czas, bo to dla nich duży stres, nowe osoby, bramki, mundury itp…
  • Spędź wakacje rodzinnie i z uśmiechem.
Pokaż więcej

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back to top button