Wychowam Roberta Lewandowskiego

Czy warto naciskać na dziecko, żeby stworzyć z niego gwiazdę sportu?

Wielu ojców chciałoby wychować nowego Lewandowskiego, Małysza czy Jędrzejczyk. Kogut domowy o tym czy warto naciskać na dziecko i czy sport wnosi coś do życia twojego małego wojownika.

W niedzielę mój sześcioletni syn rozgrywał trzeci mecz w swoim życiu. W tym wieku to wciąż zabawa, ale jaka przyjemna. Dwie godziny gry w niedzielne południe.

Na przykładzie swojego syna pokażę ci co z dzieckiem może zrobić sport i jak możesz mu pomóc w jego sukcesie.

Piłkarz idealny

Obserwując dzieci w tym wieku doskonale widać różnice między nimi. Są prawdziwe perełki, które prą na bramkę jak dzik na żołędzie.

Pojawiają się talenty z doskonałym rozeznaniem boiska, widzą kolegów i podają do nich. Wciąż są jednostki samolubne.

No i jest też grupa dzieci do których na pewno należy mój syn. Tacy, którzy wciąż uważają, że mecz to zabawa, a nie walka o kontrakt w FC Barcelona.

Kogut domowy jest z tego faktu bardzo zadowolony, bo dzięki temu nie mam w domu smutku i płaczu, że jego zespół przegrał, grał za mało, a koledzy mu nie podawali.

Bawi się tym i jest to najważniejsze.

Stasiek trenuje piłkę nożną w ogródku. Fot. Archiwum prywatne

Wyniki czy zabawa?

Czy w wieku przedszkolnym powinniśmy cisnąć na wynik? Na sukces? Nie. Powinniśmy uczyć dziecka rywalizacji, ale także poczucia wspólnoty. Pokazywać, że czasami się wygrywa, ale czasami można także przegrać.

No i tutaj mamy ogromną pracę klubu, a w szczególności trenera. To od niego zależy jakie ziarno zakwitnie w tych młodych głowach.

Mimo tego, że mój syn ma dopiero 6 lat, albo jak on mówi – prawie siedem. To już przerabialiśmy trzy kluby. W dwóch poprzednich, a jeden był dużą marką, ciśnięto od samego początku na zwycięstwo.

Ówczesny czterolatek naprawdę ma w nosie taki rygor i szybko mu się nudzi niestety. To jest podobno wpajanie genu zwycięzcy, ale patrząc na drużynę seniorów tego klubu, to brakuje tam tego genu, niestety.

Jest jeszcze jedna grupa i ta czasami bywa najgorsza – rodzice.

To oni często realizują swoje chore ambicje. Dziecko ma chodzić na treningi, bo musi być najlepsze. Musi zdobywać bramki, odnosić sukcesy.

Często słyszałem takie teksty od ojca do syna, że włos jeżył się na głowie. Pomijam już to, że często podczas treningu czy meczu taki tata znał się na piłce lepiej niż trener.

Jako rodzice możemy wyrządzić więcej zła niż dobra. Kogut domowy uważa, że zostawmy Bogu co boskie, a Ojcu co ojcowskie.

Nawet tato jak obejrzysz setki meczy z piwem na kanapie, to nie znaczy, że znasz się na piłce nożnej. No, a już na pewno nic nie wiesz na temat programu rozwoju dzieci w sporcie.

Piłkarz idealny w wieku przedszkolnym to taki zawodnik, który zamiast grać w piłkę na Playstation czy Xbox, gra na zielonej murawie.

Kogut domowy

Dlaczego posłałem dziecko na boks?

Boks to sport dla bandziorów. Na szczęście już dawno te czasy minęły. Co prawda na sali wciąż możemy spotkać szemrane towarzystwo, ale sparuje ono na przeciwko prawników czy architektów.

Dlaczego mój syn zaczął uprawiać boks? Jest chłopcem, to chyba oczywiste. No, a rozwijając ten temat – dla nabrania wiary w siebie.

Stasiek zawsze był bardzo grzecznym chłopcem, czasami myślałem, że aż za grzeczny. Unikał wszelkich konfliktów, a nam nawet często nie mówił, że jakieś dziecko mu dokucza lub go bije.

Wyszło to przypadkiem. Skierowanie go na boks pokazało, że to dobry kierunek. Dalej jest grzecznym dzieckiem, ale już nie daje się przepychać, bo wie, że ma siłę, którą w razie czego może wykorzystać.

Tak samo jak jego trenerzy, tak i kogut domowy w domu tłumaczy mu, że ćwiczy boks po to, żeby być lepszym człowiekiem.

Tata tłumaczy dziecku, że dzięki temu będzie znał wartość swoich rąk. Będzie świadomy swojej siły, w przypadku zagrożenia siebie lub osób w swoim otoczeniu może z nich zrobić użytek.

Boks to dobra, twarda szkoła życia dla takich maluchów, dająca im niezły wysiłek i zwiększająca wiarę w siebie. Hartuje charakter lepiej niż austriackie wychowanie.

Kuba. Za młody na treningi w klubie, ale chce ćwiczyć w domu. Fot. Archiwum prywatne

Sport. Czy dziecko ma szansę na sukces?

Mówi się, że sukces mamy zapisany w genach. Patrząc na siebie, no to raczej kogut domowy nie ma genu Lewandowskiego, ani Blachowicza.

Na szczęście mówią też o tym, że za sukces odpowiada ciężka praca i tutaj jest rola taty i mamy.

To od ciebie zależy czy twoje dziecko otrzyma szansę na sukces czy nie.

Nie osiągniesz tego – krzykami, rozkazami, nakazami, krytyką, a wspólnie spędzonym czasem i cieszeniem się z jego każdego kroku.

Dopinguj, motywuj i ćwicz razem z nim. Inwestuj w jego rozwój fizyczny i psychiczny.

Zapisz go na zajęcia sportowe, wybierajcie z głową i testujcie co mu się podoba, a co nie. Czy podoba mu się dana dyscyplina, lubi trenera? Sprawdzaj i reaguj.

Czasami dziecko lubi grać w piłkę, ale nie odpowiada mu presja ze strony taty albo nie podoba mu się klub w którym trenuje.

W wieku przedszkolnym i wczesno szkolnym to ty musisz reagować i podejmować decyzje. Ważne żebyś nie patrzył na jego rozwój przez swoje, czasami chore ambicje.

Każdy sport będzie dobry dla twojego dziecka, bo każdy ruch jest dla niego dużym plusem.

Pamiętaj też drogi tato, że ty też musisz dawać przykład synowi lub córce. Leżąc z piwem na kanapie nie przekonasz go do grania w piłkę.

Exit mobile version